1. is killing me so sweet, like a torch that i need  for my way back homehurt me when i’m close to you
raczej odruchowo się nie uda, bo wrócisz. wrócisz, wróci, wraca, wrócą, nie pozbędę. rozkleić z kawałków puzzli tapety na ścianach i zdzierać alfabetycznie, bezszelestnie, z chaotycznym wrzaskiem w zaszytych ustach. szukać wyjścia zaginionego w rozrzedzonych wymysłach, czasem znowu doprowadzam się do rzeczywistości przez przytrzymanie powietrza. znoszenie ciszy, potem bezgraniczna przegrana z dźwiękiem, chroniczność biegu wydarzeń zupełnych i niepełnych, zgubionych, oddanych. zapomniałam, jak bywa zimno, pamiętam jeszcze, którędy wypływa ból karmazynowy. wnika wnętrze gdzieś ponad, z dreszczem kolejnego oddechu tak niejasno, by zatracić początki i końce w bezdennych myślach nienazwanych. niezmierzone, zanurzam się w sobie głębiej, ryzykując raz po raz. przestała działać obecność nieskończonych zdań. jeszcze balansuję na krawędziach, jeszcze wysupłuję słowa zza zamkniętych powiek, jeszcze wytrzymuję milczenie i zimno spoconych dłoni pomiędzy kolejnymi utworami, jeszcze czuję groteskę samej siebie. przyzwyczajenie zabiło ostatni sens, rozproszone skupienie nerwowo spina resztki sił w mięśniach. to już nie tak, hamuję furie patrzące stąd i stamtąd, to już wszystko nie tak. gloryfikacje przeszłości, to jest ten moment, w którym powinnam przyznać się do pomyłki, wewnętrznej walki z obłędem paranoidalnym. ostatnie punkty zaczepienia wychodzą na ostateczne nic, na litry alkoholu i bezkresną zabawę, ograniczenie, półumysły, puste i zepsute, teraz i sen zawiódł, nadzieje przedwczesne. pazurami rozszarpuje szczęścia przeróżne, nie hamuje, nie działa bezwarunkowa blokada wewnętrzna. bez, bez, bez, nie, nie, nie. nie umiem skończyć dzisiaj - kropka na końcu zdania, stanowczość, pewność
0 Rh +

    is killing me so sweet,
    like a torch that i need for my way back home

    hurt me when i’m close to you

    raczej odruchowo się nie uda, bo wrócisz. wrócisz, wróci, wraca, wrócą, nie pozbędę. rozkleić z kawałków puzzli tapety na ścianach i zdzierać alfabetycznie, bezszelestnie, z chaotycznym wrzaskiem w zaszytych ustach. szukać wyjścia zaginionego w rozrzedzonych wymysłach, czasem znowu doprowadzam się do rzeczywistości przez przytrzymanie powietrza. znoszenie ciszy, potem bezgraniczna przegrana z dźwiękiem, chroniczność biegu wydarzeń zupełnych i niepełnych, zgubionych, oddanych. zapomniałam, jak bywa zimno, pamiętam jeszcze, którędy wypływa ból karmazynowy. wnika wnętrze gdzieś ponad, z dreszczem kolejnego oddechu tak niejasno, by zatracić początki i końce w bezdennych myślach nienazwanych. niezmierzone, zanurzam się w sobie głębiej, ryzykując raz po raz. przestała działać obecność nieskończonych zdań. jeszcze balansuję na krawędziach, jeszcze wysupłuję słowa zza zamkniętych powiek, jeszcze wytrzymuję milczenie i zimno spoconych dłoni pomiędzy kolejnymi utworami, jeszcze czuję groteskę samej siebie. przyzwyczajenie zabiło ostatni sens, rozproszone skupienie nerwowo spina resztki sił w mięśniach. to już nie tak, hamuję furie patrzące stąd i stamtąd, to już wszystko nie tak. gloryfikacje przeszłości, to jest ten moment, w którym powinnam przyznać się do pomyłki, wewnętrznej walki z obłędem paranoidalnym. ostatnie punkty zaczepienia wychodzą na ostateczne nic, na litry alkoholu i bezkresną zabawę, ograniczenie, półumysły, puste i zepsute, teraz i sen zawiódł, nadzieje przedwczesne. pazurami rozszarpuje szczęścia przeróżne, nie hamuje, nie działa bezwarunkowa blokada wewnętrzna. bez, bez, bez, nie, nie, nie. nie umiem skończyć dzisiaj - kropka na końcu zdania, stanowczość, pewność

    0 Rh +

    2 years ago  /  Notes